czwartek, 20 czerwca 2013

Indie słowem malowane

Sarita Mandanna „Tygrysie Wzgórza”

Książka kusiła mnie swoją okładką od dawna, potem pozytywna recenzja na jednym z obserwowanych blogów zachęciła do ostatecznej decyzji o zakupie. Postanowiłam tym razem zaserwować sobie książkę w wersji audiobooka.
Od pierwszych słów, zdałam sobie sprawę, że dzięki niej rzeczywiście przeniosę się do Indii na przełomie XIX  i XX wieku (akcja toczy się pomiędzy latami 1878-1939). Opowieść skupia się na losach Dewi, dziewczynki, potem kobiety nieprzeciętnej urody, oraz jej parę lat młodszego przyjaciela Dewanny żyjących w Kodagu. Ta dwójka od najmłodszych lat była nierozłączna. Jednak w życiu młodej Dewi pojawia się Maću, kuzyn Dewanny, pogromca tygrysa. I od tego momentu Dewi nie ma oczu dla nikogo innego; po prostu wie, że Maću jest dla niej przeznaczony. Nie zdaje sobie sprawy,że Dewanna zaczął przez lata żywić do niej zgoła inne uczucie niż tylko przyjaźń. Z pewnych względów Dewi i Maću muszą parę lat poczekać, zanim ogłoszą swoje zaręczyny. Niczego nie świadomy Dewanna, dalej więc snuje swoje marzenia o przyszłości z Dewi. W międzyczasie, jego głód wiedzy i nieprzeciętna inteligencja zostaje dostrzeżona przez lokalnego misjonarza Gunderta, który nie chce aby ten potencjał się zmarnował. Lecz pewien splot wydarzeń rzuci Dewannę na drogę, z której już nie będzie powrotu. Ten splot wydarzeń ukróci marzenia całej czwórki wymienionych wyżej bohaterów. Nic już nie będzie takie jak przedtem.
A wszystko to pięknie osadzone w orientalnej Indyjskiej scenerii, dźwiękach, smakach i aromatach. Za każdym razem po włączeniu odtwarzania, byłam w zupełnie innym świecie. Dzięki książce, dane mi było 'liznąć' trochę historii Indii, ich wierzeń, legend oraz obyczajów. Poza wątkiem poznawczym, jest to opowieść o miłości, pożądaniu, przebaczeniu jak i poświęceniu. Przyznam się bez bicia, że bardziej podobała mi się historia dalsza (początek XX wieku) niż ta dziejąca się bliżej współczesności. Podczas czytania zdarzyło mi się również nie raz ocierać oczy.
Pomimo promyka nadziei, który zaserwowany zostaje w epilogu, nie była to dla mnie książka pisana 'ku pokrzepieniu serc'. Dla mnie była smutną lekturą, a przynajmniej mającą bardziej gorzki niż słodki smak. Niech to jednak Was nie odrzuca, bo czyż nasze życie również nie ma gorzko-słodkiego smaku? :)
Słowo jeszcze o lektorze, w tym przypadku jest to Pan Janusz Zadura. Panie Januszu – bardzo udana robota! Wszystko mi się podobało w sposobie jaki Pan zinterpretował tą lekturę.

Książki zaczęłam słuchać już w maju, więc mam nadzieję, że zostanie zaliczona w ramach 'nadrabiania' majowej Trójki e-pik – powieść obyczajowa z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych

1 komentarz:

  1. W wersji papierowej ksiazka bardzo mi sie podobala:)

    OdpowiedzUsuń