
Książka jest pierwszą częścią serii 'Z kokardką' opisującej losy mieszkańców miasteczka Pogodna, usytuowanego gdzieś na Pomorzu. Główną bohaterką pierwszej części jest Bogusia Leszczyńska. W podróży powrotnej z Holandii, po rocznej nieobecności, wraca okrężną drogą (ach te przekierowania samolotów) do Warszawy. Chce znaleźć swoje miejsce na tym świecie, w czym mają pomóc jej skrupulatnie odkładane oszczędności. Może malutka kwiaciarnia w jej rodzinnym mieście? Jednak Opatrzność, Los lub jakkolwiek inaczej chcecie nazwać to zrządzenie losu, kieruje kroki Bogusi do Pogodnej. I nasza bohaterka z miejsca się zakochuje. Jednak nie w wyimaginowanym wizerunku Tego Jedynego (który swoją drogą również posiada w sercu) a w miasteczku i w małym domku na którym widnieje napis 'do wynajęcia'. I tak pod wpływem spontanicznej decyzji ona i jej Sklepik z niespodzianką stają się częścią Pogodnej. Bardzo szybko nawiązuje przyjaźń z trzema mieszkankami: Adelą, Lidką i Stasią. To właśnie u Bogusi najczęściej się spotykają przy serwowanych przez właścicielkę słodkościach.
Jest to opowieść o przyjaźni, o codziennych problemach tych większych i mniejszych jak i zwycięstwach nad nimi. I tak jak niektórzy zarzucają, może czasami jest za bardzo optymistycznie, pieniądze na wszystkie zamysły Bogusi się znajdują, jakby posiadała wór z pieniędzmi bez dna - ale wiecie co? - dobrze się to czyta. Tak jak czasem odbieram pewne książki jak jakiś ciężar na klatce piersiowej, tak tutaj ten ciężar zupełnie znikł, a ja zanurzyłam się w kąpieli z dodatkiem mikstury 'feel good'. Fakt, są w książce momenty kiedy nie sposób się nie smucić, ale generalnie cały wydźwięk jest optymistyczny. Nie będę pisać, że wielka głębia czai się w tej lekturze, ale jeżeli ktoś szuka książki która wprowadzi go w dobry nastrój i ma wieczór lub dwa to zachęcam do przeczytania. Chociaż (nie posądzać mnie tu o seksizm!) wydaje mi się, że lektura jest skierowana bardziej do czytelniczek niż czytelników.
No i do tego znajdziemy parę przepisów na słodkości! Są one tak opisane, że nic tylko po prostu należy zakasać rękawy i skierować swoje kroki do kuchni. I żadnych wymówek dietowych!
Jeszcze tylko dodam, że książka kończy się w taki sposób, że po prostu muszę sięgnąć po kolejną część, bo inaczej ciekawość mnie zeżre od środka.